Aktualności

Rajskie wyspy - MALEDIWY

2015-10-31

Po ponad dziesięciu godzinach lotu, około 9.00 czasu lokalnego, wylądowaliśmy w  Male .  Już było pięknie ( + 25 C, a w Polsce - 15 C / Styczeń 2013 r ), ale aby się dostać do naszego mini raju ( wyspa Hudhuranfushi ), musieliśmy jeszcze chwilkę poczekać na motorówkę . Ta po 30 minutach, dostarczyła nas i nasze walizki do celu . Prawdę mówiąc to akurat ten transfer nie należał do przyjemnych !

Piękna wyspa Hudhuranfushi  naprawdę zasługuje na swoją lokalną nazwę - BIAŁE  ZŁOTO .  Jest dogodnie usytuowana na Północnym Atolu, w odległości zaledwie 19 km od międzynarodowego portu lotniczego Male .

Wydawała nam się bardzo atrakcyjna, ponieważ wraz z synem Jakubem ( moim towarzyszem wyprawy ) - postanowiliśmy prawie 100 % czasu poświęcić na "siedzenie" w wodzie . Nie było to zbyt trudne zadanie, bo bardzo szybko się zorientowaliśmy, że wystarczy nam 15 minut aby obejść całą wyspę dookoła  .......... a ponieważ do zwiedzania nie było żadnego muzeum a nawet kościoła  i nie lubimy opalania nad basenem, to od razu po przyjeździe, wskoczyliśmy do morza . 

 Woda w morzu miała 29 C, ale przy tak długim przebywaniu w niej byłoby nam za zimno, gdybyśmy nie mieli ubranych pianek . Pianki także miały dodatkowe zadanie - chronić od przypadkowych dotknięć o koralowce . Takie - zbyt bliskie spotkania bywają nawet niebezpieczne, ale nam się udało i nie zaliczyliśmy żadnej wpadki aż do końca naszego pobytu .

Od strony zachodniej wyspy mieliśmy usytuowaną własną przystań , a od jej zewnętrznej strony znajdowało się nasze pierwsze miejsce poszukiwań . Przeważały tutaj różnej wielkości i kształtów skały, z raczej pojedynczo występującymi koralowcami . Niestety pomimo dobrej widoczności pod wodą, krajobraz dalece odbiegał od prawdziwej rafy - np. takiej jaką widzieliśmy w Egipcie . Mogliśmy za to podziwiać niezliczoną ilość pięknie ubarwionych ryb . Dziwne kształty niektórych z nich także potrafiły nas zaskoczyć . Niestety nie wszystkie chciały nam pozować do zdjęć !  Byliśmy jednak rozczarowani ilością, a właściwie brakiem, występowania  w tym obszarze poszukiwanych przez nas mięczaków . Dominowały jedynie małe lub średniej wielkości małże z rodzaju Tridacna ......... chociaż ich pięknie ubarwione płaszcze robiły na nas ogromne wrażenie . Pod wodą od razu rzucały się one w nasze oczy . Ze ślimaków dominowały jedynie Vasum turbinellum, ale skłamałbym mówiąc, że zbieraliśmy je garściami . Znaleźliśmy także jeden okaz Lambis chiragra  i ......... i nic więcej !!!   Naprawdę więcej tutaj widzieliśmy rekinów niż ślimaków .  Może dla tego, że rekiny były większe i łatwiej było je zobaczyć - ha, ha, ha !!!   Swoją drogą, dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą piękną, majestatyczną  choć groźną rybą . Wcześniej czytałem dość sporo o rekinach, oglądałem różne filmy, ale zobaczyć na własne oczy to zwierzę pod wodą, to zupełnie coś innego . Naprawdę nie wiem jakie ma człowiek szanse przy ataku rekina, bo jego zwinność i szybkość jest niewyobrażalna .

Z uwagi na duże fale, strona wschodnia (nawietrzna) wyspy była praktycznie dla nas niedostępna . Trochę później żałowaliśmy, że nie daliśmy się namówić na nurkowanie w tym miejscu, ale z łodzi i akwalungami . Może strach miał większe oczy, bo znajdowała się tam ściana wyjątkowo stromo opadająca w głębinę .   

Do dyspozycji mieliśmy całą, dość płytką (szczególnie przy odpływie) i spokojną lagunę . I znowu - duże ilości ryb  (tym razem bez rekinów), piękne koralowce / ale nie rafowe ........... i znowu pojedynczy przedstawiciele mięczaków . Może powinniśmy wejść do wody pod wieczór ?! ......... ale skutecznie  zraziliśmy się do tego pomysłu, jak już w drugim dniu, niedaleko od plaży gdzie kąpali się ludzie, napotkaliśmy na węże morskie . Dosłownie 50 m od plaży, ale w dole o dość sporej średnicy ( 30 m) -  zagłębienie w tym miejscu miało ok. 5 m, leżały sobie wielkie kłębowiska węży . Pewnie spały, bo nie widać było żadnego ich ruchu  ............ ale od razu wyobraziliśmy sobie jak wszystkie te węże, wieczorową porą, wypływają na polowanie . Jad stożków to nic przy jadzie węży morskich !!!

Zdegustowani brakiem ślimaków wokół naszej wyspy  (bo o nie nam głównie chodziło), zapisaliśmy się na wycieczkę łodzią na tzw. dziką, rafę . Płynęliśmy w to miejsce ponad 30 minut, aż tu nagle nasz przewodnik (Rosjanka !) wyskoczyła z łódki i zachęcała nas do podobnej czynności . Jeszcze przed opuszczeniem łodzi zobaczyliśmy, że wprawdzie stoimy na środku morza, ale obok wypłycenia o długości ponad 100 m i szerokości 40 m . Nic nie wystawało ponad powierzchnię wody, ale miejscami było bardzo płytko . Było to jednak miejsce chronione i nie mogliśmy wpływać zbyt blisko aby nie uszkodzić korali . Po zanurzeniu pod wodę widok nas oszołomił - tak pięknej rafy osobiście nie widziałem . Szkoda, że byliśmy w grupie i nie było możliwości na szukanie ślimaków ( a tam na pewno były !!!) ,  Musieliśmy utrzymywać tempo nadane przez naszą Rosjankę - a niestety była wysportowana ! ............. i po opłynięciu "podwodnej wyspy" wracać na nasz stateczek . Gdybyśmy się zbyt mocno spóźnili, jestem prawie pewny, że kapitan by na nas nie poczekał . Do dzisiaj jednak marzę aby kiedyś móc znaleźć się na takiej rafie i mieć czas na spokojne spenetrowanie każdego jej zakamarka . Gdybyśmy mieli taką rafę i tyle czasu jak na  Krecie  (2014),  to  ...............    

W zaciszu hotelowej  kawiarni, śledziłem aukcję Shell Cabinet . Po raz pierwszy, z uwagi na różnicę czasu pomiędzy Polską a Malediwami, mogłem spokojnie poczekać do zakończenia  aukcji . Niestety okazuje się, iż łatwiej kupić muszle niż je znaleźć !!!  Na mój komputer i oglądane przeze mnie zdjęcia muszli, zwrócił uwagę nasz kelner .  Zaczęliśmy rozmawiać o muszlach .......... byłem ciekaw czy coś na ten temat wie . Okazało się, że mieszka na innej wyspie, dość odległej od naszej .......... gdzie całymi garściami można wyławiać różne gatunki ślimaków .  Na dowód pokazywał nam zdjęcia naprawdę świetnych muszli , choć pospolitych gatunków . Moją uwagę zwróciła duża ilość Cypraea mauritiana . No cóż, chyba mieliśmy pecha, trafiając na dość uroczą ale jałową w mięczaki wyspę . Rozmawialiśmy także o ewentualnej możliwości wysyłania  muszli do Polski . Nasz kelner dotrzymał nawet słowa, bo już po naszym powrocie do kraju, odezwał się .........  niestety ze złą wiadomością - absolutnie jest to zabronione i wręcz karalne .  Oczywiście nikt z nas nie chciał ryzykować .

Kończąc naszą przygodę na Malediwach, wiem że chcielibyśmy tutaj kiedyś powrócić  - zanim na dobre, te ledwo wystające nad wodę wysepki, znikną pod jej lustrem .  Musimy jednak znaleźć  inną wyspę - a mamy do wyboru prawie 1.200 !!! ........... oczywiście mniej, ponieważ większość z nich jest niezamieszkana . 

Adam Gałgański

Więcej zdjęć z naszego wyjazdu w :  GALERIA  G3 / Wyprawa - Malediwy 

Panel administracyjny