Aktualności

Wspomnienia z Cypru Michała Poklękowskiego

2015-04-05

CYPR Czerwiec 2014 – relacja Michała Poklękowskiego

Po kilkukrotnych odwiedzinach Grecji i zebraniu na miejscu okazałego zbioru przedstawicieli lokalnej malakofauny morskiej, zapragnąłem wreszcie odwiedzić pobliski Cypr. Skłoniły mnie do tego relacje innych kolekcjonerów, według których pozostało tam jeszcze ciągle wiele miejsc gdzie można znaleźć sporo endemicznych dla Morza Śródziemnego okazów muszli. W tym zwłaszcza moich ukochanych śródziemnomorskich porcelanek. Pamiętałem przy tym, że relacje optymistyczne przeplatały się z pesymistycznymi, które dotyczyły postępującej dewastacji cypryjskiego wybrzeża (rozrost infrastruktury hotelowej bezpośrednio na wybrzeżu, zanieczyszczenie i zmętnienie lokalnych wód, etc.). Niestety w ciągu dwóch tygodni pobytu Cyprze mogłem się osobiście przekonać, że na miejscu sytuacja nie wygląda już tak różowo. Bazą wypadową stał się dla mnie hotel usytuowany w malowniczej zatoce Coral Bay w dystrykcie Pafos na zachodnim wybrzeżu wyspy. Miejsce to – kilkadziesiąt lat temu – słynęło z połowu gąbek i korali szlachetnych. Dziś już ich tam nie ma. Jest za to miejsce pełne zgiełku i często ze zmąconą wodą (wysokie fale, prądy, ect.), w której poszukiwanie muszli było zajęciem trudnym. Zatoka Coral Bay (poza kilkoma niewielkimi przedstawicielami endemicznego małża Pinna nobilis, a także Spondylus gaederopus oraz dość pospolicie występujących ślimaków z gatunku np. Hexaplex trunculus), była przygnębiającym świadectwem destrukcji powodowanej nadmiernym rozrostem infrastruktury hotelowej, masową turystyką, etc. Jakże chciałbym móc przenieść się w czasie i nurkować w Coral Bay choćby pół wieku temu! Niestety. Musiałem szukać okazów do zbioru w takich warunkach jakie zastałem na miejscu. Nie poddałem się. Skoro w obszernej zatoce nie znalazłem niczego godnego uwagi, postanowiłem ruszyć skalistym, klifowym wybrzeżem na północ. Po przejściu dość niebezpiecznym nabrzeżem około dwóch kilometrów wchodziłem do wody. I moim oczom ukazywał się inny świat. Woda była krystalicznie czysta, a wybrzeże pozbawione turystów. Z reguły pływałem wzdłuż skalistego wybrzeża około dwóch kilometrów zatrzymując się po drodze wielokrotnie jak tylko zobaczyłem na dnie cokolwiek godnego uwagi. Nurkowałem zawsze na wstrzymanym oddechu, bez akwalungu – wyposażony jedynie w dobrą maskę, fajkę, płetwy, nóż nurkowy i neoprenowy skafander. Po krótkim treningu swobodnie udawało mi się schodzić na głębokość około 7 – 8 metrów. Warto było zaryzykować. Podczas dwutygodniowego pobytu i codziennej penetracji wybrzeża napotkałem aż siedem żywych egzemplarzy majestatycznego ślimaka Charonia tritonis variegata. Najlepszej jakości muszle zachowałem w kolekcji, a te gorsze pozostawiałem w morzu wraz z lokatorami. Zbieranie na oślep i zabieranie z morza więcej muszli niż potrzebujemy jest niewłaściwe i nieetyczne. Trytony najczęściej chowały się w szczelinach między skałami, w godzinach popołudniowych gdy słońce kończyło już operować natknąłem się na dwa egzemplarze wędrujące beztrosko po kamiennym dnie. Jednego zaś w trakcie konsumpcji jeżowca. Inny miał najpiękniejszą muszlę (bardzo ciemną i doskonałą) jaką kiedykolwiek wcześniej widziałem. Prawdziwe cudo wielkości 184 mm. Skorupy niemal nie trzeba było czyścić z zewnątrz. Szkoda, że większość Charonia tritonis variegata ma muszle dość mocno zerodowane z utrąconą wargą lub wierzchołkiem.  Najpiękniejszą sztukę złowiłem na głębokości raptem dwóch metrów! Mogę tylko żałować, że nie miałem przy sobie aparatu do zdjęć podwodnych. Mam jednak nadzieję, że załączone do artykułu fotografie, które wykonałem poza wodą zrekompensują te niedostatki. Zapraszam do galerii! W płytkiej, przezroczystej wodzie (czasem tuż przy samym brzegu, na skalnych półkach i w szczelinach między nimi), aż roiło się od trąbików Buccinum corneum i okazałych stożków Conus ventricosus. Duże i ładnie ubarwione muszle stożków były dla mnie miłą niespodzianką. Największym zaś rozczarowaniem całkowity brak porcelanek Cypraea spurca i Cypraea lurida. Na Cyprze nie widziałem ani pustych muszli, ani żywych egzemplarzy przedstawicieli cypraeidae. Byłem przygnębiony. Na otarcie łez kupiłem sobie około 30-stu ładnych egzemplarzy Cypraea spurca, bezpośrednio w domu u mojego dobrego znajomego (freedivera i nurka) Panikosa Constantinou, który zaprosił mnie do siebie do pięknego Limassol – 80 kilometrów na wschód od Coral Bay. Jesteśmy z Panikosem widoczni na jednym z załączonych zdjęć na tle gabloty z jego imponującą kolekcją muszli i koralowców. Porcelanki, które kupiłem były to egzemplarze, które łowił wiele lat temu, na szczęście niepozbawione świeżego połysku i urody. Jedna z nich wyjątkowo piękna i wielka o długości 35 mm. Wcześniej kupowałem już przepiękne i gigantyczne Cypraea spurca i Cypraea lurida od Panikosa. Wówczas muszle od niego przychodziły do mnie pocztą, na Cyprze miałem wreszcie wspaniałą okazję swojego dostawcę poznać osobiście. Z racji na stan zdrowia mój przyjaciel z Cypru już od kilku lat nie nurkuje … ale wspominał mi, że z roku na rok łowił coraz mniej egzemplarzy śródziemnomorskich porcelanek i coraz mniejszych rozmiarów. Podczas snurkowania w rejonie Limassol, pod wodą nie znalazłem żadnej ciekawej muszli. Panikos ze smutkiem przekazał mi wiadomość, że miejsce w pobliżu Limassol, gdzie od młodości wyławiał porcelanki … kilkanaście lat temu zniszczyła infrastruktura hotelowa. Ludzie bezpowrotnie zniszczyli siedlisko Cypraea spurca i Cypraea lurida. Na Cyprze nikt sobie tym jednak nie zawraca głowy. Takie odniosłem wrażenie. Kwestia przełowienia nie ma tu nic do rzeczy. Porcelanek w Morzu Śródziemnym nie łowiło się nigdy w celach komercyjnych, także kolekcjonerzy im nie zagrażają. Decydujące znaczenie ma tu wzrost kwasowości wody w morzu (osłabia to wytrzymałość muszli i utrudnia wzrost), zanieczyszczenie wody oraz dewastacja siedlisk morskich ślimaków w wyniku postępującej zabudowy wybrzeży. Pod koniec pobytu wybrałem się na północ, w kierunku tureckiej części Cypru w nadziei, że może tam znajdę coś interesującego, zwłaszcza porcelanki. Lokalną komunikacją ruszyłem do osady Agios Yeorgios. Po około godzinnej podróży wylądowałem na miejscu. Cóż za widoki! Wspaniałe, szmaragdowe morze. Mając do dyspozycji kilka godzin natychmiast ruszyłem ku morzu w stronę zacisznego portu jachtowego. Woda była krystalicznie czysta i spokojna. Aż dech zapierało. W takich warunkach snurkowanie to czysta przyjemność. Niestety morze w tym miejscu okazało się jałowe. Nie złowiłem, żadnych godnych uwagi muszli, poza pustą i zerodowaną skorupą Charonia tritonis variegata i kilkoma żywymi egzemplarzami Strombus persicus raybaudi. Ten ruchliwy skrzydelnik to żarłoczny intruz (zawleczony z rejonu Zatoki Perskiej w latach 60-siątych), odbierający pokarm lokalnym przedstawicielom morskiej malakofauny – w tym porcelankom i rozkolcom (zwłaszcza Bolinus brandaris). Zostało to już udowodnione przez naukowców z Grecji i Włoch. Na miejscu porwałem się na szaleństwo i opłynąłem dookoła wysepkę Yeronissos, to rezerwat dla dzikiego ptactwa. Oprócz widoku pięknej, błękitnej otchłani w tym miejscu nie znalazłem żadnej muszli, którą warto by było dołączyć do zbioru. Zaliczyłem kolejne rozczarowanie. Co gorsza musiałem wpław dopłynąć do stałego lądu. Chodzi o dystans około 400-stu metrów na głębokości około 15-stu. Musiałem ten odcinek, w ten sposób pokonać po raz drugi. I pamiętam, że był to mój najszybszy w życiu sprint! Musiałem bowiem zdążyć przed regularnie pokonującymi przesmyk motorówkami i żaglówkami. Zdążyłem. Miałem jeszcze trzy godziny czasu, sił i chciałem to spożytkować. Postanowiłem pójść brzegiem około pół kilometra na północ i po raz ostatni wejść do wody zanim nie będę musiał wrócić do hotelu. I znów przywitała mnie cudownie krystaliczna woda i znów … po około trzech godzinach penetracji dna w tym odludnym miejscu w pobliżu morskiego Parku Narodowego … nie znalazłem nic godnego uwagi. Nic. Miejsce to miała dla mnie jednak niespodziankę. I to jaką! Miałem zaszczyt sam – z dala od turystycznego zgiełku – pływać z kilkoma (na raz!) żółwiami morskimi z gatunku Carreta carreta. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, które na zawsze pozostanie w moim sercu. Wspaniałe, majestatyczne gady pozwoliły mi pływać w swoim towarzystwie (czasem niemal na wyciągnięcie ręki!) przez dobre pół godziny, po czym zniknęły w błękitnej otchłani. Podsumowując Cypr nie jest najgorszym miejscem, gdzie można próbować szukać muszli w morzu. Daleki jest jednak od ideału. Wiele lokalizacji (z pozoru atrakcyjnych), może jednak rozczarować. Wiele jest też niebezpiecznych, o czym mówił mi mój cypryjski przyjaciel. I jak zawsze musimy być cierpliwi lub mieć dużo szczęścia (nie zaszkodzi też kolekcjonerskie doświadczenie – znajomość siedlisk poszczególnych gatunków morskich ślimaków i małży), by wydrzeć morzu jakieś muszlowe skarby. Cieszę się, że po raz kolejny udało mi się chociaż częściowo zrealizować kolekcjonerskie plany i marzenia.

Michał Poklękowski

Panel administracyjny