Aktualności

Kreta 2014. Wyprawa polskich kolekcjonerów muszli.

2015-04-04

Uczestnicy: Adam Gałgański, Piotr Połoński, Michał Poklękowski, Mariusz Roszczyński i Paweł Falarz.

Kreta z jej całkiem bogatą malakofauną morską i lądową wydała Nam się optymalnym wyborem na pierwszą, wspólną wyprawę. Bliskość  Polski, ciepłe i czyste morze oraz bezpieczeństwo były Naszymi priorytetami. Muszle miały być niejako ,,przy okazji”. Bardzo chcieliśmy wszyscy sprawdzić czy taka męska wyprawa , w pięcioosobowym gronie  ma prawo się udać. I udała się! Na Kretę przywiodło Nas wspólne hobby: konchistyka. Każdy z osobna miał już pewne (mniejsze lub większe) doświadczenia w pozyskiwaniu okazów konchologicznych w ich naturalnym środowisku, w ciepłych morzach, także w Grecji.  Chcieliśmy jednak – po muszle i przygodę – wybrać się razem. Bardzo szybko udało Nam się wybrać miejsce na Krecie, które – po uważnym przestudiowaniu map satelitarnych – dawało nadzieję na dobry połów okazów do zbioru. Padło na okolice miasta Ierapetra na dość odludnym i słabo zagospodarowanym południowym wybrzeżu tej największej greckiej wyspy. Z racji na obowiązki zawodowe i zobowiązania rodzinne mogliśmy wybrać się jedynie na tydzień i na przełomie września oraz października. Dzień jest już wtedy  krótszy i pogoda bywa kapryśna ale poszczęściło się Nam. Niemniej – tuż po lądowaniu na lotnisku w Heraklionie 28.09.2014 – powiało grozą! Morze Egejskie było wzburzone, padał deszcz i dość mocno wiało. W takich warunkach szukanie muszli w morzu byłoby niemożliwe. W zmąconej wodzie niewiele widać, a fale mogą roztrzaskać nurkujących o skały. Żaden z Nas by nie zaryzykował. Na szczęście po dwugodzinnym transferze autokarem na południe wyspy, do hotelu który wybraliśmy wszyscy odetchnęli z ulgą. Morze Libijskie było nadzwyczaj spokojne i – co najważniejsze – w większości miejsc krystalicznie czyste. Niecierpliwość i kolekcjonerski zapał wzięły górę, bo już chwilę po zakwaterowaniu w pokojach i obiedzie wszyscy ruszyliśmy do … morza. Bez butli tlenowych, zdani wyłącznie na wytrzymałość i pojemność Naszych płuc. Już po kilkudziesięciu minutach spędzonych na penetrowaniu dna z powierzchni wody, przeczesywaniu dziur w skałach i przestawianiu kamieni na dnie wiedzieliśmy, że … łatwo nie będzie! Morze Śródziemne niechętnie dzieli się swoimi muszlowymi skarbami, jednak zazwyczaj hojnie wynagradza cierpliwych i zdeterminowanych kolekcjonerów. W urokliwej i kameralnej zatoczce hotelowej każdy z Nas znalazł jakieś ,,drobiazgi”. Jakie gatunki morskich ślimaków widzieliśmy? Przede wszystkim rozkolce Hexaplex trunculus. To powszechnie występujący gatunek w całym basenie Morza Śródziemnego. Miejscami jest bardzo pospolity. Niemniej znalezienie okazu większych rozmiarów i w dobrym stanie zachowania (muszle często są zwapniałe i pokryte grubą warstwą glonów), jest dla kolekcjonerów nie lada wyzwaniem.  Z tego powodu zdecydowana większość tych rozkolców, jakie złowiliśmy … pozostała w morzu. Oprócz Hexaplex trunculus w rejonie naszego hotelu znajdowaliśmy także całkiem przyzwoite, żywe okazy Fasciolaria lignaria czy Conus ventricosus. Na nieco większej głębokości, na dnie spoczywały puste muszle Phalium granulatum. Niestety z reguły w złym stanie lub z krabem w środku. Kolejnego dnia postanowiliśmy wynająć samochód. To otwierało przed Nami  zupełnie nowe możliwości.  Ruszyliśmy w drogę i wybraliśmy pierwsze miejsce na postój i połów, gdzieś między Ierapetra  a Koutsounari. Do krystalicznie czystej wody musieliśmy się dostać schodząc po klifie. Po kilkudziesięciu minutach przeczesywania dna już wiedzieliśmy, że czysta woda i skałki wcale nie muszą gwarantować obfitości muszli! Po około dwóch godzinach spędzonych w wodzie każdy z Nas coś jednak znalazł. Najciekawsze były dwie sztuki Cymatium parthenopeum (jeden ślimak był żywy) z naturalnie zachowanym, włochatym periostracum. Znaleźliśmy też kilka pustych porcelanek Cypraea spurca (bardzo trudno o żywe egzemplarze), ładne Fasciolaria lignaria, puste muszle Strombus decorus raybaudii, widzieliśmy też małe egzemplarze Pinna nobilis. Kolejne dni przyniosły niespodzianki w postaci Trytonów Charonia tritonis variegata. W sumie – w ciągu siedmiu dni pobytu - złowiliśmy pięć żywych egzemplarzy oraz kilka pustych. W tym jeden w rzadkim, pomarańczowym kolorze skorupy w okolicy miejscowości Ferma. Dwie najmniejsze, puste muszle były w pięknym stanie zachowania. Trzy sztuki (w tym jedna bardzo duża), wróciły do morza ze względu na kiepskiej jakości muszle (zwapniała powierzchnia, utrącone wierzchołki lub wargi). Uznaliśmy, że takie egzemplarze warto oszczędzić. Ciało ślimaka Charonia tritonis variegata jest bardzo ładne. W rdzawo-pomarańczowym kolorze z ceglastymi cętkami na całej powierzchni. Uwagę przykuwają też długie czułki z czarno-żółtymi paskami. Majestatyczne zwierzę.  Gatunek ten występuje we wschodniej części Morza Śródziemnego i wielu miejscach jest już dziś naprawdę rzadki.  Mając  do dyspozycji auto postanowiliśmy ruszyć dalej. Padło na wschód Krety. W malowniczej zatoce w pobliżu miejscowości Zakros udało Nam się wyłowić na piaszczystym dnie, kilka całkiem ładnych i żywych egzemplarzy rozkolca Bolinus brandaris. Była to dla Nas spora i miła niespodzianka. Kilkadziesiąt kilometrów dalej na północny-wschód zatrzymaliśmy się tuż przed bramą wejściową do rezerwatu przyrody (Kyriamaki  Nauture  Park) i zarazem … bazy wojskowej (nad głowami słyszeliśmy huk przelatujących myśliwców NATO). Oprócz Nas nie było tam nikogo. Mieliśmy do dyspozycji sporą zatoczkę otoczoną klifami z krystalicznie czystą wodą. Nasze apetyty na muszlowe połowy były ogromne! Niestety, miejsce okazało się dość jałowe dla kolekcjonerów muszli. Złowiliśmy tam kilka dość ładnych sztuk Cypraea spurca (na głębszej wodzie), ponownie m.in. Fasciolaria lignaria i Buccinulum corneum . Największym jednak zaskoczeniem w tym miejscu były dwa ogromne, żywe małże Pinna nobilis. W drodze powrotnej do Naszego hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze w małej wiosce nadmorskiej Achlia. To tam w ręce jednego z Nas wpadła wielka Cypraea spurca (38 mm). Szkoda, że po porcelanki trzeba zanurkować głębiej (z reguły poniżej 4-5 metrów) i są one zazwyczaj poza zasięgiem większości kolekcjonerów. Nie widzieliśmy żadnego żywego egzemplarza tej porcelanki. Tylko puste muszle (na domiar złego , czasem z małą dziurką po ataku ośmiornicy lub innego drapieżnika). Przypuszczamy, że czasy kiedy o porcelankach śródziemnomorskich można było powiedzieć, że są pospolite odeszły już do przeszłości. Niemniej zdajemy sobie sprawę, że nurkowanie z butlą mogłoby zweryfikować ten subiektywny pogląd. W tym samym miejscu znaleźliśmy też wielkiego Charonia tritonis variegata. Z tym majestatycznym ślimakiem urządziliśmy sobie sesję zdjęciową i zwróciliśmy mu wolność. Naszym łupem padły też ślimaki lądowe, które wydłubywaliśmy z zarośli i spod kamieni. Na trzy dni przed powrotem do Polski zdecydowaliśmy się jeszcze odwiedzić słynącą z ,,karaibskich plaż” i ultra przejrzystej wody wyspę Chrysi na Morzu Libijskim. Sanktuarium przyrody nieco Nas rozczarowało. Oprócz kilku sztuk porcelanki Cypraea lurida właściwie nie znaleźliśmy tam nic godnego odnotowania. Grecy wyjaśnili Nam, że po muszle najlepiej wybrać się tam … zimą, kiedy sztormowe fale wypłukują je z morza. Z doświadczenia wiemy, że takie egzemplarze zwykle są kiepskiej jakości. Niemniej zgodnie przyznajemy, że wspólne szukanie okazów do zbioru to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Warto było spróbować i zacząć cykl takich wypraw od Grecji, od Krety. Tak, cykl ! Ponieważ mamy apetyt na kolejne wojaże w poszukiwaniu muszli ! Bahamy, Filipiny, Dominikana? Czemu nie? Pomarzyć warto. Jednak jeśli za drugim razem - w identycznym składzie - wylądujemy na … Sycylii też nie będzie źle.

Wspomnienia spisał,

Michał Poklękowski

 

P.S. Więcej zdjęć z tego wyjazdu znajduje się na podstronie  Galeria :      G2 / WYPRAWA - Kreta

 
Panel administracyjny